Budząc się każdego dnia w kraju zwanym Polską mam wrażenie że potrzebuję morfiny aby wzbudzić produkcję endorfiny która pomoże mi przeżyć kolejny dzień w państwie gdzie politycy wolą kłócić się o dwie deski zbite gwoździem niż zająć poważnymi sprawami.
Każdego dnia oglądam wiadomości i mam wrażenie że polityka to skuteczne maskowanie problemów i nie podejmowanie radykalnych reform z uwagi na obawy związane z kolejnymi wyborami. Niestety koniec tej swawoli, politycy trwonili pieniądze ze skarbu państwa i pożyczali z międzynarodowych źródeł fundusze które w końcu przypomniały o konieczności spłaty. Mamy rok 2010 i zero pomysłów z żadnej strony, mimo że w parlamencie zasiada 460 podobno mądrych osób.
Nie kwestionuję inteligencji osób zasiadających w parlamencie, ponieważ trzeba być naprawdę sprytnym aby pokazać sie z dobrej strony ukrywając wszelkie wady i wytrwać do wyborów. Tylko szkoda że po wyborach nasi przedstawiciele zapominają o tym co obiecywali i zaczynają korzystać z nowych przywilejów i możliwości przewidzianej dla posłów.
Najbardziej rażącym problemem jest mamienie społeczeństwa, wmawiając za pomocą kościoła odpowiednią poprawność polityczną. Od lat 90 wiadomo że ten kto ma wpływ na władzę kościoła w Polsce może dużo więcej niż inni. Można było to zauważyć przy wyborach w 2006 oraz w 2010. Można powiedzieć że przeprowadzono mobilizację sprawnej machiny.
Podsumowując, jestem osobą która postanowiła publicznie wylać to co mi na wątrobie leży. Jeśli się z tym nie zgadzasz to Twój problem, na szczęście w Polsce obowiązuje jeszcze wolność słowa i wypowiedzi.
